Tymoteusz Puchacz i azerski sen: Od ucieczki ze Śląska po dublet w Pucharze. Czy forma w Sabah otworzy mu drzwi do kadry na baraże?

Gdyby ktoś pod koniec zeszłego lata powiedział, że Tymoteusz Puchacz stanie się jedną z największych gwiazd ligi azerskiej i będzie walczył o mistrzostwo kraju, większość ekspertów pukałaby się w czoło. Dziś jednak 27-letni wychowanek Lecha Poznań pisze w Baku jedną z najbardziej nieoczywistych i fascynujących historii w polskim futbolu, a jego nazwisko coraz głośniej wybrzmiewa w kontekście nadchodzących meczów reprezentacji.

Po transferze do Holstein Kiel za 2 miliony euro w sierpniu 2024 roku, Polak dość szybko został na marginesie drużyny. Jak sam przyznał później w głośnym wywiadzie dla kanału Foot Truck: „Zostałem skasowany. Nie rozumiem dlaczego”. Po krótkim wypożyczeniu do angielskiego Plymouth Argyle, latem 2025 roku znów szukał klubu.

Wydawało się, że pewny jest powrót do ojczyzny. Puchacz był już po słowie z trenerem Rafałem Górakiem, przeszedł testy medyczne przed wypożyczeniem do GKS-u Katowice… i nagle nastąpił całkowity zwrot akcji. Na stole pojawiła się oferta z Sabah FK – piątej drużyny ligi azerskiej i zdobywcy krajowego pucharu. 9 września 2025 roku oficjalnie ogłoszono jego wypożyczenie do końca sezonu 2025/2026.

Decyzja ta wywołała w Polsce spore kontrowersje. Jakub Rzeźniczak, który sam spędził lata w Azerbejdżanie, nazwał to publicznie „mega dziwnym ruchem”, twierdząc, że GieKSa jest sportowo lepszym wyborem. Puchacz odpowiedział na to w swoim stylu: „Nie mam z tego tytułu żadnych wyrzutów sumienia. To jest moja kariera, moje życie. Ja patrzę na siebie, na swoją rodzinę i na to, co nam zapewni szczęście. A nie na innych.”

Ryzyko opłaciło się z nawiązką. Litewski szkoleniowiec Sabah FK, Valdas Dambrauskas, od razu zaufał Polakowi. Puchacz z miejsca stał się kluczowym elementem na lewym wahadle, a Sabah zaczął seryjnie punktować.

Co więcej, Polak okazał się prawdziwym talizmanem zespołu. W rundzie jesiennej Sabah nie przegrał żadnego spotkania, w którym Puchacz wyszedł w pierwszym składzie. Zespół z Baku zaczął rzucać wyzwanie absolutnemu hegemonowi tamtejszych rozgrywek – drużynie Karabachu Agdam, w której bramce stoi inny Polak, Mateusz Kochalski.

18 grudnia 2025 roku w zaległym hicie rundy Sabah pokonuje Karabach 2:1, a Puchacz wygrywa bezpośrednie „polskie starcie” z Kochalskim. Sabah sensacyjnie obejmuje pozycję lidera azerskiej Premyer Liqi. Do końca roku Puchacz zgromadził aż 5 asyst na wszystkich frontach, stając się jednym z najlepszych dogrywających w lidze. Zyskał ogromny szacunek kibiców i lokalnych mediów, które zaczęły nazywać go jednym z najlepszych transferów sezonu.

Prawdziwe trzęsienie ziemi nastąpiło jednak zaledwie kilka dni temu. Na przełomie lutego i marca Sabah utrzymało się na szczycie tabeli po szalonym, bezpośrednim ligowym remisie 3:3 z Karabachem (1 marca). Ale to, co wydarzyło się 5 marca 2026 roku w rewanżowym meczu ćwierćfinału Pucharu Azerbejdżanu z Gabalą, przeszło najśmielsze oczekiwania.

Po bezbramkowym remisie w pierwszym starciu, Sabah potrzebowało bohatera i został nim właśnie lewy obrońca z Polski. W 31. minucie Puchacz zszedł ze skrzydła do środka i fenomenalnym strzałem zza pola karnego dał drużynie prowadzenie. W drugiej połowie dołożył drugie trafienie, uderzając płasko z pola karnego, a były to jego pierwsze dwa gole na azerskich boiskach! Po szokującej końcówce goście doprowadzili do dogrywki i rzutów karnych, jednak w konkursie jedenastek Puchacz nie zawiódł, pewnie pokonując bramkarza. Sabah wygrało w karnych 4:2 i zameldowało się w półfinale, gdzie czeka ich kolejne starcie z Karabachem.

Z dorobkiem dwóch goli i sześciu asyst w 22 meczach, Puchacz jest obecnie na absolutnej fali wznoszącej.

Świetna forma Polaka zbiega się w czasie z najważniejszym momentem dla reprezentacji Polski w tym roku. Już pod koniec marca Biało-Czerwoni rozegrają kluczowe baraże o awans na Mistrzostwa Świata 2026.

Selekcjoner reprezentacji, Jan Urban, z pewnością uważnie śledzi doniesienia z Baku. Chociaż kontakt na linii selekcjoner-zawodnik był dotychczas sporadyczny, to jak zdradził sam Puchacz, Urban napisał do niego 23 stycznia z życzeniami z okazji urodzin. To pierwsza bezpośrednia wiadomość od trenera kadry.

Lewa strona obrony w polskiej reprezentacji to od lat pozycja, na której brakuje żelaznych pewniaków. Skoro Mateusz Kochalski jest regularnie powoływany z ligi azerskiej, trudno ignorować zawodnika, który gra w zespole wyprzedzającym Karabach w ligowej tabeli i który w kluczowym meczu pucharowym w pojedynkę rozmontowuje rywala. Azerscy dziennikarze są przekonani, że Puchacz w pełni zasłużył na bilet na zgrupowanie.

Dziś, na kilka dni przed upływem terminu zgłoszeń do meczów barażowych, piłka jest po stronie Jana Urbana. Tymoteusz Puchacz zrobił ze swojej strony absolutnie wszystko, co do niego należało.

OSTATNIE WPISY

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *