Thriller w końcówce! Relacja z meczu Śląsk Wrocław vs Korona Kielce
Sobotnia seria meczów 8. kolejki PKO BP Ekstraklasy rozpocznie się we Wrocławiu. Śląsk Wrocław stoi przed trudnym wyzwaniem gdyż na Tarczyński Arena przyjechała Korona Kielce. Czy goście z Kielc potwierdzą dobrą formę którą prezentują w tym sezonie? A może to Śląsk podtrzyma świetną serię domowych meczów bez porażki w tym roku?
Przed meczem
Śląsk Wrocław liczy na niespodziankę, gdyż faworytem tego spotkania zdecydowanie jest Korona Kielce. Kielczanie mimo porażki w pierwszym meczu sezonu prezentują dobrą formę i od sześciu spotkań we wszystkich rozgrywkach są niepokonani. Dobra forma gości nie musi dziwić, bo po minionym okienku transferowym dużo mówiło się o sporych oczekiwaniach względem drużyny Jacka Zielińskiego. Z kolei dla Śląska szykuje się ciężkie spotkanie w nowych warunkach. Nowych, gdyż bez kapitana drużyny Piotra Samca-Talara który doznał złamania ręki w przegranym meczu z Jagiellonią Białystok. Mimo to atut swojego boiska może dodać skrzydeł drużynie z Dolnego Śląska. WKS przecież w tym roku jeszcze nie przegrał żadnego meczu na Tarczyński Arena. Dlatego szykuje się ciekawe spotkanie.
Pierwsza połowa
Drużyna Jacka Zielińskiego zaczęła mecz ofensywnie i co do zasady odrobinę lepiej. Piłkarze Korony w pierwszych minutach dłużej utrzymywali się przy piłce, a w przypadku jej straty zakładali wysoki pressing. Najgroźniejszą akcją pierwszego kwadransa jednak była kontra Kielczan, która zakończyła się okropnym rozegraniem piłki. Koło 19 minuty świetną okazję miał Stępiński jednak jego strzał obronił Niemczycki. Chwilę później Ameyaw dostał świetne podanie prostopadłe od kapitana Korony, ale przegrał walkę o pozycję z obrońcą Śląska.
Dziesięć minut po tej akcji w końcu groźniej zrobiło się pod bramką Dziekońskiego. Linetty dobrze odnalazł w bocznej strefie Tomasiewicza, który wrzucił mocno piłkę w pole karne, jednak tej piłki nikt nie przeciął. To wyraźnie pobudziło Koronę. W 35. minucie goście skutecznie zaatakowali i po rykoszecie bramkę zdobył Mariusz Stępiński. Śląsk próbował odpowiedzieć na tego gola, jednak Wrocławianie nie mieli zbytnio pomysłu jak zagrozić bramce Korony. Kielczanie z kolei tych pomysłów mieli kilka, choćby strzałami z dystansu. Z jednym z nich problem miał Niemczycki, który mimo to nie dał się drugi raz pokonać. Tym samym pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:0 dla ekipy Jacka Zielińskiego.
Druga połowa
Na drugie 45 minut lepiej wyszła drużyna Śląska. Już 3 minuty po rozpoczęciu drugiej połowy świetną okazję po rzucie rożnym miał Camoes, który jednak minimalnie się pomylił. Dziesięć minut później po kolejnym stałym fragmencie gry znowu było groźnie pod bramką Korony, ale nikt nie przeciął wrzutki Dembele. W odpowiedzi groźnie uderzał zza pola karnego Martin Remacle, ale jego strzał obronił Niemczycki. Ta akcja dodała wiatru w żagle ekipie Korony która po chwili podwyższyła prowadzenie w meczu. Stępiński wbiegł w pole karne i podał piłkę do Ameyaw który wpakował ją do siatki Śląska. Od razu jednak z pretensjami do sędziego ruszyli piłkarze z Wrocławia. Jak się okazało słusznie, gdyż po weryfikacji VAR sędzia uznał, że Mariusz Stępiński faulował LLinaresa i cofnął wynik spotkania do stanu 0:1.
Ekipa Simundzy nie zamierzała się zatrzymywać i kontynuowała swoje ataki. W 63. minucie świetnie w polu karnym odnalazł się Eniss Shabani, jednak dobrze zachował się Dziekoński który skrócił kąt i obronił strzał Albańczyka. Trzeba przyznać, że po zmianie połów akcje ofensywne WKSu nabrały animuszu. Mimo to defensywa Korony wygląda naprawdę solidnie, a na szczególne pochwały zasługuje Ariel Mosór. Kwadrans przed końcem meczu do bardzo groźnej sytuacji doszła Korona, ale strzał z bliskiej odległości obronił dobrze dziś dysponowany Karol Niemczycki. Trzy minuty później ataki Śląska w końcu przyniosły efekty. Po podaniu Adama Ciućki piłkę do siatki zapakował Malaly Demebele dla którego to pierwszy gol w barwach WKSu. Tym samym na dziesięć minut przed końcem meczu mieliśmy remis.
Drużyna ze stolicy Dolnego Śląska wciąż atakowała. Groźnie wrzucał choćby Axel Timossi, jednak głową niecelnie w trudnej sytuacji uderzał Banaszak. Chwilę później Korona próbowała odpowiedzieć, jednak kolejny raz dobrze bronił Niemczycki. Końcówka meczu przyniosła nam sporo akcji zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. W dogodnej sytuacji dla Śląska znalazł się Ciućka, ale jego strzał dobrze zablokował Dziekoński. Z kolei Korona próbowała zagrozić stałymi fragmentami gry. Ostatnie słowo należało jednak do Kielczan. Po akcji boczną strefą boiska, Kamil Jakubczyk kapitalnie obsłużył Simona Gustafsona który z piątego metra bez większych problemów zapakował piłkę do bramki Śląska. Do końca meczu wynik się zmienił, a Korona Kielce pokonała 2:1 Śląsk Wrocław.
Po meczu
Twierdza Wrocław zdobyta. To był zdecydowanie mecz dwóch połów. Śląsk zapłacił za słabą pierwszą połowę, mimo że w drugiej połowie potrafili ostro zdominować Koronę. Kielczanie z kolei znowu udowodnili, że w tym sezonie mierzą wysoko i potrafią wyszarpywać wygrane nawet w najcięższych warunkach.
